Śnieg jest zjawiskiem... Zjawiskiem tego że ziemia to skurwysyn i nas nie lubi. Pociągi mają po 10h opóźnień, a ja chciałem jechać do Warszawy. Mróz -15, a ja chce połazić. W końcu śnieg do kolan, a ja mam tylko adidaski.Żyć nie umierać nie?
Napisałem opowiadanie. Bo jak stara prawda głosi blog musi być o czymś, więc na moim będą moje opowiadania, wierszydła i inne tego typu dziadostwa (swoją twórczość uważam za wybitną a słowo dziadostwo jest tu dla estetyki.). Poza tym po marudzę czasem na coś.
Opowiadanie chwilowo nie ma tytułu, bo nie. Jeżeli ktoś ma propozycję tytułu to niech mi ją w komentarzu napiszę... Tylko w miarę odpowiednią....
A leci to tak:
"Pogrzeby z reguły nie odbywają się nocą, ba pierwszy raz w tej niewielkiej mieścinie, jaką jest wieś Ziomek, po zmroku działo się cokolwiek poza ciszą. Trumna została opuszczona niebywale szybko. Dębowe pudło zniknęło w ciemnej otchłani, niczym kamyk wpadający do studni. Lecz czy można się dziwić zaspanemu księdzu odprawiającemu ceremonie przy dziesięciu ledwo osobach, chcącemu jak najszybciej zakończyć swoją powinność?
Ha! Skoro o księdzu mowa. Zwyczajowa czarna sutanna, od pasa w górę zasłonięta czarną kurtką „nike”, i ta kanciasta czapeczka której nigdy nie potrafiłem nazwać. W prawej ręce trzymał mikrofon, w lewej biblię. Zastanawiające było użycie mikrofonu, który podczas całej uroczystości owy sprzęt był wyłączony, czasami tylko kapłan klepnął się owym w tyłek. Ale nie o tym chciałem powiedzieć, zwrócić uwagę bowiem należy na twarz jegomościa . Długa, pociągła i blada jak kreda... Prawdę mówiąc bardziej szara a oczy jego takie gadzie i nieludzko czerwone. Dodajmy do tego pasującą łysą jak kula do kręgli czaszkę i możemy obsadzać go w roli „Voldemorta”. Do takiego skojarzenia doszedłem, gdy przedstawił nam się po raz pierwszy.
-Jam jest Leon Zewerhajmer- Zasłoniłem usta by nie parsknąć śmiechem.- Och bawi pana mój wygląd?-On dostrzegł jednak ten gest i postanowił opowiedzieć mi swoją historię- Bo widzi pan, mój ojciec był chirurgiem plastycznym... Pewnego dnia przyszedł do niego klient chcący upodobnić się do jaszczura. Tatko nigdy nie wykonywał podobnego zabiegu więc zawyrokował na mnie owy najpierw przetestować.- Zrobiło mi się go żal.- Kocham go za to co mi zrobił. Dodaje mi to uroku czyż nie?- I żal prysł.
Łup! Lina wymsknęła się z rąk grabarza i trumna uderzyła o dno jaru. Po prawdzie nikt nie przejął by się tym, jednakże poza „łup”, rozległ się też „trzask”. Trzask owy też nie wywołałby poruszenia, lecz ziemia wydała charakterystyczny dźwięk „rozstąpienia się”, którego żadnym dobrym słowem określić nie można. Tak oto zwłoki Marcina Bolesława Chrzęszczydajło znalazły się bóg wie ile pod ziemią, w bóg wie jakiej podziemnej jaskini.
Urok wiejskich cmentarzyków? Są niebywale ciche, spokojne i zadbane, jednak są też niebywale upiorne. Kaplica stojąca pośrodku „miejsca w którym prędzej czy później spotkasz tych których unikałeś”, jak to mawia mój brat, wyglądała nader monumentalnie na tle nagrobków. Dość powiedzieć że ten monument lata świetności przeżywał kiedy cmentarz był jeszcze w planach, bo nadmienić należy że pierwej ta kaplica była samotnym grobowcem możnej rodziny, który postanowiono przerobić na to czym jest teraz. A więc czaszki, kruki, stare anioły oraz odpadający tynk, a to wszystko widoczne z każdego miejsca cmentarza, i blady gadzi ksiądz. Całości obrazka dopełnia unosząca się przy ziemi mgła, iście cmentarna. Nie chcecie tu być po zmroku, a ja mam to nieszczęście.
-Jak to się panu wymckło?! Jak to przypadkiem?! Przypadkiem to się można spuścić sobie na ryj a nie ciało do dziury wrzucić! Jebany idiota pan jesteś i tyle. -Jedna z pań, w długim brązowym futrze z jakiegoś nader egzotycznego zwierzaka, nie dawała spokoju panu grabarzowi. Biedak ni jak od takiej osoby nie spodziewał się takich słów więc został, jak to mówi mój brat, „z chcicą w kościele”. Po prawdzie nikt od damy tej nie spodziewał się usłyszeć czegoś gorszego od „przepraszam”, gdyż typ urody mówił „jestem bogatą panią z bogatego dworu, mam bogate życie, bogatych ludzi”. Rzec by można angielskiej urody, duża kobieta, buzia okrągła, pucołowata, pełna zmarszczek, o trzech przynajmniej warstwach pudru. Kolejna rzecz której nikt się nie spodziewał, moja propozycja.
-Myślę że trzeba by tam zejść.- Te przerażone spojrzenia, jakbym miał mózg na wierzchu, jelita ciągnął po ziemi, a rękę zostawił gdzieś daleko.-Nie godzi się tak zostawić, był naszym przyjacielem, mężem, ojcem.-Motywowanie tłumu jest w gruncie rzeczy proste, wystarczy lider a reszta pójdzie za nim.
-Januszu, z całym szacunkiem, ale spierdalaj.-Usłyszałem z tłumu. No to tyle z mojego „liderowania”.- Chcesz złaź, ja nie zejdę.
-Ale trzymacie tą line? Bo jak mam spadać jak nasz świętej pamięci Marcin, to podziękuje. -W połowie drogi postanowiłem przypomnieć tym w górze aby mnie nie puszczali, tak na wszelki wypadek.
Ciemno, śmieszne słowo. Kiedy jesteśmy sami w naszym domu jest znajome ciemno. Kiedy nocujemy u ciotki, ciemno jest obce. Jeżeli biwakujemy w lesie ciemno jest straszne. Ciemno panujące w tej jaskini określił bym jako „to czym sram na widok tak przerażający sra samym sobą z przerażenia”. Bo okropne nie było to że nic nie widać. O nie, to by było naturalne. Te podziemne jaskinie są świetnie oświetlone, okropną zieloną poświatą. Ochotników włącznie ze mną było trzech. Jednego z nich wszyscy nazywali „młodym”, wszyscy którzy go znali. „Młody” w rzeczywistości nazywał się Piotrek, i był zapalonym komputerowcem, a bez laptopa nie ruszał się nigdzie, i co dziwne nawet tu go wziął. Drugim jest mój osobisty pogrzebowy ulubieniec- Ksiądz Leon, i jego biblia.
-Okropne- Stwierdził duchowny gdy wzrok jego spoczął na stosie, jak mawia mój brat „pośmiertnych mieszkanek”.- Żeby i po śmierci człowiek w spokoju nie mógł odpocząć? Co za czasy.
-Jakaś sekta pewnie, czy inne ch... Bóg jeden w niebiosach wie co.- Odparł nasz informatyk, po czym dogłębniej zaczął badać owy stosik. Badanie to polegało na sprawdzeniu czy w jednej z nich leży jakiekolwiek ciało.- Tak, to zdecydowanie sekta. W trumnach są wyryte symbole. Mógłbym sprawdzić... Szlag, nie łapie stąd sieci.
-Dość logicznie nie sądzisz?- Osobiście przyuważyłem że z groty prowadzą tylko dwa wyjścia, jednym weszliśmy, a drugie to tunel.- Widzicie gdzieś Marcina? Ja nie widzę, idziemy tym tunelem? Oczywiście że idziemy tym tunelem, nie mamy innego wyjścia.-I poszedłem w tamtą stronę.
Rzeczy których się nie spodziewamy? Nagłej śmierci, niespodziewanego bąka, czasem nie spodziewamy się wizyty. Lecz rzeczy o których nawet nie myślimy żeby się nie spodziewać, zaskakują nas czasami, po prostu wyskakując znikąd. Tak, nasza trójka została zaskoczona przez armię święcących na zielono szkieletów, i olbrzymi kocioł zielonej substancji, u stóp którego stały te trupy. Na krawędzi kotła zaś cały czas mieszając wielką, najprawdopodobniej łyżką, stał karzeł, w szacie jakiegoś czarodzieja. Miał spiczasty kapelusz, szaliczek, kubrak o długich rękawach rozszerzanych przy mankietach, spodenki których prawie nie było, oraz szpiczaste szmaciane buciki, a wszystko w tonacji błękit, głębszy błękit, i po prostu niebieski. Dużo czasu nie minęło gdy nas zauważył. Nie widać było jego twarzy, całą skrywał cień a w miejscu oczu świeciły dwa niebieskie światełka. Zeskoczył z kotła, i komicznie przestępując z nogi na nogę, przydreptał do nas.
-Kim jesteście? Czemu tu jesteście? To moja samotnia! Słyszycie moja! Wynosić mi się stąd.-Głos miał jak mała skrzecząca gumowa kaczuszka. Był po prostu uroczy, i straszny za razem.- Jeszcze tu stoicie? Dobra, sami się posilicie!-Zakasał rękawki, pomachał rączkami, i jeden ze szkieletów poruszył się.
A my cały ten czas staliśmy jak wryci. Młody tylko odpalił laptopa, i wbudowaną kamerką nakręcał to wszystko. Po chwili ten szkielet przyniósł karłowi księgę. Ten bez żadnych wstępów, otworzył ją na zdawało by się, losowo wybranej stronie i zaczął mamrotać. Niewiele myśląc przyskoczyłem do malca, i kopnąłem w księgę, wytracając mu ją z rąk.
-Ja... Jak mogłeś! Mnie wielkiemu Wezgarowi! Największemu czarnoksiężnikowi i nekromancie, robić takie świństwo?! To się po prostu nie godzi!-Gdyby nie armia nieumarłych śmiał bym się z niego, i to głośno. Gdy tak się denerwował podskakiwał raz po raz jak mały pajacyk.-Hej! Ej ty... Gadziowaty zostaw moją księgę!
Wszyscy byliśmy zaskoczeni gdy ksiądz podniósł księgę. Jednak w całkowite osłupienie wprawił nas fakt, próby posługiwania się nią. Chociaż „próba” to złe słowo, on po prostu jej użył.
-Melos melos, konfidyruisz- Śmiesznie brzmiące zaklęcia w filmach mają śmieszne skutki- ten był mało filmowy. Efekt: kocioł przewraca się wylewając całą swoją zawartość na szkielety. Konsystencja mazi była budyniowata, o dziwo nie widać w niej było żadnych kawałków, a prawdę mówiąc spodziewałem się urwanych nóg czy innych okropieństw. Substancja bardzo szybko zniknęła a kością dodała, mięśni, skóry, włosów, przez co wyglądali jak powinni. Duchowny jednak nie poprzestawał- Trinidiusz eres ekto mao
-Nie... Nie. Nie! Nie! Nie!- Nasz skrzacik odsuwał się od nas. Nagle wielka różowa kula otoczyła go, niczym balon z gumy do żucia. Tłukł w jej ściany i krzyczał coś niezrozumiałego, a potem bańka rozpłynęła się w powietrzu wraz z nim.
Dopiero teraz uważniej przyjrzał się całej sali. Była to wielka jaskinia, z postumentem na którym stał kocioł, nic więcej. Tak samo jak ta pod cmentarzem oświetlona była zielonkawym blaskiem.
-Co zrobimy z ciałami?- Może najpierw powinienem zapytać skąd do jasnej cholery ksiądz, zna się na magi, jednak wolałem o tym nie myśleć na razie. Za mnie pomyślał Piotr.
-Księdzu... Jak ksiądz to zrobił?- Zamknął w końcu laptopa i ujął go pod pachą. Patrzył na Leona niczym na półboga.
-Normalnie chłopcze, patrz... Po Polsku pisze bez ogródek. Czar, efekt, składniki. Nic trudnego przeczytać.- Rzeczywiście, gdy pokazał nam otwartą księgę wszystko było bardzo zrozumiałe.-Po prostu wpadłem na pomysł, że dobrze by było spróbować.
Z ciałami nie zrobiliśmy nic, uznając że tutaj też będą mieli nie najgorszy pochówek. Rozglądaliśmy się chwilę.
-Ludzie! Tutaj!- Zakrzyknął młody najwyraźniej coś znajdując.
Znalazł boczną salę, o ile słowo boczna jest tu odpowiednim, bowiem pomieszczenie znajdowało się pod miejscem, w którym aktualnie się znajdowaliśmy, a prowadziła do niego klapa. Postanowiłem że tam zejdę. W pomieszczeniu nie było wiele miejsca a stał tam tylko postument na księgę. Zakrzyknąłem moich towarzyszy i podali mi czarodziejski tom, który otwarty położyłem na postumencie. Stałem i patrzyłem się, oczekując nie wiadomo czego, i ku mojemu zaskoczeniu nie wiadomo co się stało. Księga zamknęła się, a z jej okładki szczerzyła się do mnie uśmiechnięta twarz.
-No cześć!-Odparła twarz, a ja omal nie zemdlałem."
Fajne nie? Nie ważne... Bylem w kinie na "Imaginarium of Doctor Parnassus" (epicki tytuł w Polsce zjebany do rangi zwyczajnego "Parnassus"). Mam mieszane uczucia, bo spodziewałem się epickiej podróży w głąb wyobraźni i tak dalej, z tandetnymi efektami i darmową obsadą ale jednak epickiej. Epickości natomiast było mało, imaginarium rzeczywiście coś tam było, ale nie kojarzę za dobrze... W gruncie rzeczy postawili na to żeby pokazać "zabiegany świat", i przesadzili. Warto obejrzeć ten film z dwóch powodów, a mianowicie jest to ostatni film Heatha Ledgera i z tej roli raczej zostanie zapamiętany, a zagrał po mojemu bardzo dobrze, nie mistrzowsko, ale dobrze. Warto też obejrzeć go dla diabła, postaci w tym świecie tak mocno zarysowaniej. Dla mnie był on najbardziej wiarygodnie zagrany przez Toma Waitsa.
Na koniec dodam że nie znam się na filmach, i mówię tylko o swoich odczuciach, bynajmniej nie należy się opierać nawet o to wyrabiając sobie opinie o tym filmie.
Słowem końca zostałem przez Teenna wciągnięty w League of Legends . Grę jak najbardziej polecam, to taki rpg w którym strasznie liczy się coop i strategia. Mi słabo idzie...
Piszcie w komentarzach, jeżeli się zarejestrujecie i będziecie grać, swoje nicki. Wiem że czyta mnie z jakieś 5 osób ale to zawsze 5 osób.
Na dowidzenia chce wam wierszyk pokazać który pewna dziewczyna przesłała mi dzisaj.
"Dzieci są milsze od dorosłych
zwierzęta są milsze od dzieci
mówisz że rozumując w ten sposób
muszę dojść do twierdzenia
że najmilszy jest mi pierwotniak pantofelek
no to co
milszy mi jest pantofelek
od ciebie ty skurwysynie."
Do zobaczenia wkrótce moje owieczki.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Likop napisał 24-I-2010
OdpowiedzUsuń na zawszeOpowiadanie do dupy, nawet nie przeczytałem. Reszta tekstu jest spoko
Opowiadanie zaczęło sie całkiem ciekawie i tajemniczo, a potem żeś wyskoczył z zielonymi szkieletami i karłowatym magiem...
OdpowiedzUsuń na zawszeAle ładnie piszesz jeśli idzie o budowę zdań i łączenia ich w opowieść (przynajmniej ja mam takie odczucie). Tylko przydałby ci się lepszy scenariusz. ;P
Ty też w LOL?!
OdpowiedzUsuń na zawszeNie można edytować, a dopiero teraz doczytałem: nick w lol Hiperon, staram się grać Kaylem. Próbuję go zrobić na offensywnego, ale chyba zostane przy tanku, jak bozia przykazała.
OdpowiedzUsuń na zawszeJak będę, a ostatnio mnie nie ma bo się w TF2 na medyka szkole, to Cię do znajomych dodam.
OdpowiedzUsuń na zawszeZima to plan na ubicie nas. Ledwo angine skończyłam, już mnie kaszel nocą budzi (przy anginie przynajmniej na non stopie sobie kimałam)
OdpowiedzUsuń na zawsze"Te przerażone spojrzenia, jakbym miał mózg na wierzchu, jelita ciągnął po ziemi, a rękę zostawił gdzieś daleko" GLEBA :D
Coś często brata cytuje :P
Imaginarium of Doctor Parnassus interesująco wygląda! Johny Deep! (tak, nie wyróżniam się od tej zgrai jego fanek)
Wierszyk fajny :D
Muszę Ci powiedzieć, że Twoje opowiadanie napawa mnie małą inspiracją.
OdpowiedzUsuń na zawszeMogę zrobić ilustracje *_* :> ?
Tak możesz...
OdpowiedzUsuń na zawsze